Naszą wędrówkę rozpoczęliśmy przy świątyni Wang, skąd szlak prowadził przez ośnieżone polany i gęsty, świerkowy las. Drzewa były pokryte grubą warstwą szadzi i lodu, a ich gałęzie uginały się pod ciężarem zimowego pancerza. Każdy krok towarzyszył charakterystyczny skrzyp śniegu pod butami, a powietrze było rześkie, czyste i przesycone górską ciszą. Zima ukazała tu swoje prawdziwe oblicze – surowe i jednocześnie niezwykle piękne.

Po dotarciu do schroniska mogliśmy podziwiać skute lodem wody Małego Stawu. Jego powierzchnia przypominała ogromne, matowe lustro, w którym odbijały się ośnieżone zbocza i skalne ściany. Zamknięty zimowy szlak biegnący poniżej zbiornika podkreślał potęgę natury i przypominał, że w górach to przyroda wyznacza granicę.

Po krótkim odpoczynku część grupy wyruszyła wyżej, do Strzechy Akademickiej. Podejście wynagrodziło nas kolejnymi widokami – ośnieżone kotły polodowcowe, zamarznięte potoki i niekończące się przestrzenie białych grzbietów tworzyły krajobraz jak z bajki.

Wieczór spędziliśmy w schronisku Samotnia, gdzie w radosnej, pirackiej atmosferze świętowaliśmy Walentynki, dzieląc się wspomnieniami i planami kolejnych wypraw.

Następnego dnia wyruszyliśmy w dalszą drogę w kierunku Luční bouda, a następnie czerwonym szlakiem do Špindlerůvego Mlýnu. Początkowo warunki były wymagające – niska temperatura i silny wiatr potęgowały uczucie chłodu, a zmrożony śnieg na trawersach wymagał ostrożności i koncentracji. W niektórych miejscach oblodzona ścieżka i strome zbocza podnosiły poziom adrenaliny, przypominając o potędze i nieprzewidywalności gór. Z czasem jednak pogoda wynagrodziła nasze wysiłki. Pojawiło się tak zwane „okienko pogodowe” wiatr ucichł, a zza chmur zaczęło przebijać się słońce. Oświetlone jego promieniami drzewa i krzewy pokryte lodem wyglądały jak kryształowe rzeźby. Każdy widział w nich coś innego – fantastyczne postacie, zwierzęta czy bajkowe kształty. Był to moment, w którym góry pokazały swoją najbardziej magiczną, niemal nierealną stronę.

Karkonoska zima zachwyciła nas swoją dzikością, ciszą i niezwykłym pięknem. Surowe warunki, zmienne światło i monumentalne krajobrazy sprawiły, że ta walentynkowa wędrówka na długo pozostanie w naszej pamięci.

Już dziś planujemy kolejne wyprawy, bo góry zimą mają w sobie coś wyjątkowego – uczą pokory, dają siłę i pozostawiają wspomnienia, które zostają z nami na całe życie.

relacja: Barbara Otrociuk

zdjęcia: Marzena Drozdowska, Ela Kalwasińska, Ewa Szantyka, Adam Piątek i inni

Źródło: Bogatynia.pl

BOGATYNIA