Od lat dokumentuję wydarzenia towarzyszące Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy — choć nie tylko. Czasem dokładam też coś od siebie w bardziej osobisty sposób: przekazuję na licytacje swoje prace. W tym roku po raz kolejny przekazałem obraz malowany akrylami na płótnie. Zawsze robię to z potrzeby serca, bez oczekiwań — po prostu jako mały wkład w coś większego.

Cieszę się, że obraz znalazł nabywcę, że komuś się spodobał i że w ten sposób mogłem dołożyć swoją cegiełkę do tego szczytnego celu. W tym roku graliśmy przecież o zdrowie najmłodszych — o „brzuszki” dzieci, które dopiero zaczynają swoje życie.

Obraz został zlicytowany za 300 zł. Po licytacji padły słowa, które zapadły mi w pamięć. Jeden z uczestników powiedział:
„Dałbym nawet 500 zł, ale na Owsiaka nigdy”.

Pojawia się pytanie, które nie daje mi spokoju.
Czy ważniejszy jest symbol, nazwisko, światopogląd — czy realna pomoc drugiemu człowiekowi?

Nie oceniam. Bardziej zastanawiam się, dokąd jako społeczeństwo doszliśmy, skoro nawet w takich momentach potrafimy postawić granice nie tam, gdzie trzeba.

Jestem ciekaw Waszych opinii. Co o tym sądzicie?

Mariusz Pozorski

PIEŃSK