Sąd: Kontrole graniczne w Niemczech nielegalne
Sprawa zaczęła się w czerwcu 2025 roku. Dominik Brodowski, profesor prawa z Saarbrücken, wracał autobusem rejsowym z Luksemburga do Niemiec. Wcześniej brał udział w konferencji poświęconej 40-leciu układu z Schengen. Na granicy autobus został skierowany przez funkcjonariuszy policji federalnej na parking, gdzie przeprowadzono kontrolę pasażerów.
Brodowski, podobnie jak inni podróżni, musiał okazać dokument tożsamości. Sama kontrola trwała krótko, a autobus po jej zakończeniu pojechał dalej. Profesor prawa zdecydował się jednak złożyć skargę do sądu administracyjnego w Koblencji. Teraz sąd przyznał mu rację.
Według orzeczenia kontrola przeprowadzona w tamtym czasie naruszała zasady obowiązujące w strefie Schengen. Sąd uznał, że niemieckie władze nie wykazały wystarczająco, iż istniały podstawy do dalszego utrzymywania takich kontroli. Chodzi przede wszystkim o wymóg solidnego uzasadnienia, dlaczego państwo członkowskie chce ponownie wprowadzić lub przedłużyć kontrole na granicach wewnętrznych.
Przeczytaj także: Wjazd do Niemiec od maja 2026. Ważne informacje dla podróżujących
Kontrole graniczne w strefie Schengen są wyjątkiem
Zgodnie z zasadami strefy Schengen kontrole na granicach wewnętrznych co do zasady nie powinny być prowadzone. Mogą zostać przywrócone tylko w wyjątkowych sytuacjach, gdy istnieje poważne zagrożenie dla porządku publicznego lub bezpieczeństwa wewnętrznego danego państwa. Takie działania muszą być ograniczone w czasie i odpowiednio uzasadnione.
Niemcy ponownie wprowadziły kontrole na wszystkich swoich granicach lądowych 16 września 2024 roku. Decyzję podjęło wtedy Federalne Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, argumentując ją potrzebą ograniczenia nielegalnej migracji. Później kontrole były kilkakrotnie przedłużane.
Sąd w Koblencji zwrócił jednak uwagę, że sama ogólna obawa przed wzrostem migracji nie wystarczy. Władze muszą wykazać, na podstawie konkretnych danych, że rzeczywiście można spodziewać się takiego wzrostu ruchów migracyjnych, który poważnie obciąży możliwości działania państwowych służb. Zdaniem sądu w tym przypadku takiej wystarczającej podstawy zabrakło.
Niemcy nie przedstawiły wystarczających argumentów
Rzecznik sądu administracyjnego w Koblencji, Tim Wiemers, wyjaśnił, że Republika Federalna Niemiec nie wykazała w wystarczający sposób, iż w analizowanym okresie miało dojść do wzrostu ruchów migracyjnych. Sąd uznał też, że rząd nie wyjaśnił dostatecznie, w jakim stosunku ewentualne migracje pozostają do realnych możliwości działania odpowiednich służb, podaje portal SWR.
Innymi słowy, sąd nie mógł ocenić, czy niemieckie urzędy i formacje rzeczywiście byłyby narażone na poważne przeciążenie. To właśnie ten brak przekonującego uzasadnienia okazał się kluczowy dla wyroku.
Eksperci prawni podkreślają, że orzeczenie pokazuje, iż kontrole graniczne w strefie Schengen nie mogą być traktowane jako automatyczne narzędzie polityki migracyjnej. Każde ich wprowadzenie lub przedłużenie musi spełniać konkretne wymogi prawa unijnego.
Skarżący zadowolony z decyzji sądu
Dominik Brodowski nie krył zadowolenia z wyroku. Jak podkreślił, nie chodziło mu wyłącznie o własną sytuację, ale o zasadnicze rozstrzygnięcie dotyczące legalności kontroli granicznych. Jego zdaniem sąd wysłał mocny sygnał w obronie kodeksu granicznego Schengen i europejskich zasad prawnych.
Profesor zaznaczył, że Europa opiera się na otwartych granicach wewnętrznych, a wyjątki od tej zasady mogą być dopuszczalne tylko w wąskich granicach. Właśnie dlatego, jego zdaniem, decyzja sądu ma znaczenie wykraczające poza jeden przypadek kontroli dokumentów w autobusie.
Wyrok nie oznacza natychmiastowego końca kontroli
Mimo korzystnego dla skarżącego rozstrzygnięcia wyrok nie oznacza automatycznego zakończenia kontroli granicznych w Niemczech. Formalnie sąd zdecydował tylko w konkretnej sprawie profesora Brodowskiego. Orzeczenie dotyczy też określonego odcinka granicy, ponieważ tylko w tym zakresie właściwy był sąd administracyjny w Koblencji.
Niemieckie kontrole na tej i innych granicach nie zostają więc automatycznie zakazane. Nie muszą też natychmiast zostać przerwane. Rząd federalny może odwołać się od wyroku. Wtedy sprawą musiałby zająć się w drugiej instancji Wyższy Sąd Administracyjny Nadrenii-Palatynatu.
Federalne Ministerstwo Spraw Wewnętrznych przekazało, że przyjęło wyrok pierwszej instancji do wiadomości. Teraz resort chce przeanalizować jego uzasadnienie i dopiero potem zdecydować, czy skorzysta ze środków odwoławczych.
Ostateczne rozstrzygnięcie może zapaść przed TSUE
Ponieważ sprawa dotyczy prawa europejskiego, ostateczne wyjaśnienie może należeć do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Sąd administracyjny w Koblencji sam zasugerował, że taka droga mogłaby być właściwa dla ostatecznego rozstrzygnięcia wątpliwości.
Ekspert ds. migracji, prof. Constantin Hruschka z Ewangelickiej Szkoły Wyższej we Fryburgu, ocenił decyzję sądu jako przekonującą i solidnie uzasadnioną prawnie. Jego zdaniem dobrze byłoby, gdyby rząd federalny złożył odwołanie, a następnie sąd drugiej instancji skierował pytanie do TSUE. Tylko w ten sposób można byłoby uzyskać wiążącą wykładnię prawa unijnego w tej sprawie.
To nie pierwszy taki wyrok przeciwko rządowi
Wyrok sądu w Koblencji nie jest pierwszym orzeczeniem niekorzystnym dla niemieckich władz w sprawie kontroli granicznych. Wcześniej bawarski sąd administracyjny w Monachium również uznał w dwóch przypadkach, że kontrole prowadzone na jednej z niemieckich granic były w przeszłości niezgodne z prawem.
Kolejna podobna sprawa toczy się przed sądem administracyjnym w Stuttgarcie. Na razie nie zapadło tam jeszcze rozstrzygnięcie. Mimo wcześniejszych decyzji sądów niemiecki rząd nie zdecydował się na rezygnację z kontroli.
Prof. Hruschka uważa, że w najbliższym czasie niewiele się zmieni. Jego zdaniem kontrole graniczne będą prawdopodobnie kontynuowane do momentu, aż sprawa zostanie ostatecznie wyjaśniona przez najwyższą instancję, czyli Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej.
Źródło: polskiobserwator.de






















legezynski psk
boje sie napisać skargę