– O tym, co ma nastąpić, słuchy chodziły już od jakiegoś czasu. W grudniu zeszłego roku poprosiliśmy prezesa o spotkanie. Mówił, że o niczym nie wie. A w lutym sam zwołał spotkanie i zakomunikował, że mamy pracować ponad 700 kilometrów od naszego miejsca zamieszkania – mówi jedna z pracownic (imię i nazwisko do wiadomości redakcji) białostockiej huty szkła Biaglass, która zwróciła się do nas na Kontakt24.

Dzieje firmy sięgają 1929 roku. Jest to, jak czytamy na jej stronie internetowej, największa w Europie huta szkła oświetleniowego. W ostatnich latach działała w strukturach Fabryki Wyrobów Runowych „Biruna” z pobliskiego Wasilkowa, a w lutym 2026 roku połączyła się z Pieńską Hutą Szkła „Łużyce”, tworząc nową spółkę Huta Szkła Biaglass-Łużyce. Prezesem nowej firmy został prezes „Biruny” Leszek Czemiel.

„Mamy porzucić nasze życie, rodziny, przyjaciół”

– W Białymstoku już nie będzie produkcji, a my mamy stawić się 14 kwietnia w nowym miejscu pracy w Pieńsku. Prezes powiadomił nas o tym pismem 9 marca. Z dnia na dzień mamy więc porzucić nasze życie w Białymstoku, rodziny, przyjaciół i jechać na Dolny Śląsk – denerwuje się nasza rozmówczyni.

Choć przyznaje, że wśród załogi są tacy – chodzi w szczególności o Białorusinów i Ukraińców – którzy zadeklarowali, że przeniosą się do Pieńska, ona nie ma takiego zamiaru.

– Mamy mieszkać w hotelu robotniczym po 3-4 osoby w pokoju i pracować w systemie zmianowym. Nie sposób więc tak zrobić, aby w każdy weekend wracać do Białegostoku, do rodziny. A poza tym to przecież, jak wspomniałam, ponad 700 kilometrów! – zaznacza.

Chce dostać odprawę w Białymstoku, bez konieczności wyjazdu na Dolny Śląsk

Ona chciałaby zrezygnować z pracy i dostać odprawę.

– Prezes stwierdził jednak, że ci którzy chcą tak zrobić, muszą jechać do Pieńska. Podejrzewam, że chodzi o to, żeby nie wypłacić nam odpraw. Bo jeśli ktoś nie stawi się 14 kwietnia w nowym miejscu pracy, tego prezes będzie mógł zwolnić dyscyplinarnie i wtedy nie będzie musiał wypłacać mu odprawy. A te, w zależności od stażu pracy, mogą sięgać nawet trzykrotności miesięcznego wynagrodzenia – mówi nasza rozmówczyni.

Nie dostali pieniędzy na tzw. wczasy pod gruszą

Przyznaje, że nie ma zaufania do prezesa po tym jak do końca zeszłego roku nie zostały wypłacone pieniądze z funduszu socjalnego na tzw. wczasy pod gruszą.

– Sprawą zajęła się nawet inspekcja pracy. Pieniądze mają być w tym roku, ale jeszcze ich nie widzieliśmy. Natomiast jeśli chodzi o moją dalszą pracę, chciałabym tu w Białymstoku, jeszcze przed 14 kwietnia, złożyć oświadczenie, że nie będę dalej pracować – zaznacza pracownica.

Jechać do Pieńska, żeby rozwiązać stosunek pracy

Prezes Leszek Czemiel mówi nam, że na taki krok nie pozwala prawo. Powołuje się przy tym na artykuł 23 Kodeksu pracy mówiący o tym, że pracownik może – w terminie do dwóch miesięcy od przejścia zakładu pracy na innego pracodawcę – rozwiązać stosunek pracy i dostać należną odprawę.

– Warunek jest taki, że musi o swoim zamiarze powiadomić z siedmiodniowym wyprzedzeniem – zaznacza.

Czyli teoretycznie, ktoś – pokonując ponad 700 kilometrów – przyjeżdża 14 kwietnia do Pieńska i rozpoczyna tam pracę; tego samego dnia informuje, że chce rozwiązać stosunek pracy, pracuje siedem dni, a potem kończy pracę i uzyskuje należną odprawę?  

– Dokładnie tak. Nic nie poradzę, że przepisy są takie, że trzeba się stawić u nowego pracodawcy. Mamy bardzo dobrych pracowników i chcemy, żeby wszyscy przeszli do Pieńska. Zapewniamy miejsca noclegowe. Już około 40 osób zadeklarowało, że chce pracować w Pieńsku. Trzeba też wiedzieć, że ponad połowa z około 110 pracowników to pracownicy przyjezdni, czyli nie z Białegostoku i okolic. Pochodzą z innych miast Polski lub też z Białorusi i Ukrainy. Im na pewno łatwiej opuścić Białystok – mówi prezes.

Nici z przenosin na obrzeża miasta

Jeszcze dwa lata temu huta zamierzała zostać w mieście. Pomysł był taki, żeby sprzedać ziemię między ulicami Syczewskiego i Traugutta (gdzie mieści się huta) deweloperowi pod budowę bloków, a zakład przenieść na obrzeża Białegostoku w okolice przy ul. Elewatorskiej. W marcu 2024 roku radni miejscy zgodzili się na uchwalenie planu miejscowego, który pozwala na zbudowanie w miejscu huty osiedla bloków. Koniec końców firma sprzedała swoją ziemię, jednak na ulicę Elewatorską się nie przeniosła.

– Koszty, które trzeba byłoby ponieść w związku z budową nowego zakładu poszły tak bardzo w górę, że sytuacja ekonomiczna nam na to nie pozwoliła. Stąd też zdecydowaliśmy się na fuzję z hutą w Pieńsku – zaznacza prezes.

Na pytanie, dlaczego nie powiadomił pracowników wcześniej (chociażby na spotkaniu w grudniu) o fuzji, a zrobił to dopiero w lutym, mówi że w grudniu nie była jeszcze podpisana umowa.

– Do czasu jej podpisania obowiązywała mnie tajemnica. Poinformowałem pracowników, wtedy kiedy mogłem – mówi Czemiel.

Twierdzi, że nie będzie zwalniał dyscyplinarnie

Gdy pytamy, czy pracownicy, którzy 14 kwietnia nie stawią się do pracy w Pieńsku, zostaną zwolnieni dyscyplinarnie, zaprzecza.

– Każdy przypadek będzie rozpatrywany indywidualnie. Nawet teraz nie jest przecież tak, że jeśli ktoś z różnych względów nie stawia się do pracy, to od razu z automatu zostaje zwolniony dyscyplinarnie – zaznacza.

Dodaje, że większa część zakładu – oprócz niektórych działów wykańczalniczych – będzie pracować w Białymstoku jedynie do 31 marca.

Namawia wszystkich, żeby pojechali i zobaczyli, jak tam jest

– Od tego czasu, do 14 kwietnia, pracownicy będą na płatnych urlopach. Wszystkich namawiam, żeby pojechali do Pieńska i popracowali np. przez miesiąc. Żeby zobaczyli, jak tam jest. Może ktoś postanowiłby zostać. Oczywiście postaramy się tak układać grafik pracy w Pieńsku, żeby każdy, kto chciałby wrócić na kilka dni do rodziny do Białegostoku, mógł to zrobić – przekonuje Czemiel.

Natomiast na pytanie o pieniądze z „wczasów pod gruszą” mówi, że w zeszłym roku sytuacja finansowania nie pozwalała na wypłacenie tych środków, jednak zobowiązał się na spotkaniu z pracownikami, że ci dostaną zaległe pieniądze do końca marca 2026 roku.

– Wtedy pracownicy zgłosili się do inspekcji pracy, która wystąpiła o wypłatę tych pieniędzy, co też – zgodnie z obietnicą – nastąpi do końca marca – zaznacza.

Zawiązkowiec: podejrzenia, że może dojść do łamania praw pracowniczych

Jak jednak komentuje Maciej Łuszczewski, przewodniczący zakładowej organizacji związkowej Solidarności 80, interwencja inspekcji pracy była tu kluczowa.

– Natomiast jeśli chodzi to sprawę wyjazdu do Pieńska, to organizacja związkowa ma podejrzenia, że może dojść do łamania praw pracowniczych. Został więc złożony wniosek do inspekcji pracy o przeprowadzenie kontroli – mówi.

Prawnik: powinni dostać wypowiedzenia zmieniające warunki pracy

Natomiast adwokat Mariusz Fidura, do którego hutnicy zwrócili się o pomoc, przekonuje że pracodawca powinien dać każdemu (na podstawie artykułu 42 Kodeksu pracy) wypowiedzenia zmieniające warunki pracy.

– Z tymi, którzy nie chcieliby przyjąć nowych warunków (czyli podjąć pracy w Pieńsku – przyp. red.) pracodawca – zachowując okres wypowiedzenia – rozwiązałby umowę o pracę i wypłacił odprawy tu w Białymstoku. Bez konieczności wyjazdu tych pracowników do Pieńska i świadczenia przez nich pracy przez minimum siedem dni – zaznacza prawnik.

Dodaje, że wypowiedzenia zmieniające powinny być zastosowane, bo mamy tu do czynienia z bardzo istotną zmianą warunków zatrudnienia.

– Chodzi o zmianę miejsca świadczenia pracy, przy czym nowe miejsce jest znacznie oddalone od poprzedniego. Takiej zmiany nie można dokonać poprzez wysłanie pracownikom pisma informacyjnego, tak jak to zrobił prezes – mówi prawnik.

Prezes twierdzi, że nie może dać wypowiedzeń zmieniających

Pytany o to, dlaczego nie dał pracownikom wypowiedzeń zmieniających, prezes Leszek Czemiel przekonuje, że taką procedurę stosuje się w przypadku likwidacji danego zakładu pracy.

– My natomiast przenosimy produkcję do nowego podmiotu. Nie jest to więc likwidacja – zaznacza prezes.

Sprawę rozstrzygnie inspekcja pracy

 To czy Czemiel będzie jednak musiał dać pracownikom wypowiedzenia zmieniające przekonamy się po tym jak zakończy się, trwająca właśnie, kontrola inspekcji pracy.

– Musimy poczekać na wyniki. Natomiast jeśli chodzi o pieniądze, które pracownicy mają dostać w ramach tzw. „wczasów pod gruszą”, kontrola z przełomu stycznia i lutego wykazała, że pracodawca nie przekazał środków na fundusz świadczeń socjalnych, z który miały być wypłacone te środki. Obecnie trwa powtórna kontrola w tym zakresie, która ma na celu sprawdzenie, czy pracodawca ureguluje zaległości – mówi Maciej Starzyk, rzecznik Okręgowego Inspektoratu Pracy w Białymstoku.

Źródło: tvn24.pl

Źródło zdjęcia głównego: Agnieszka Sadowska/agencja wyborcza.pl