A miało być tak pięknie
Bon senioralny od początku miał być jednym z najbardziej śmiałych pomysłów polityki społecznej. Zakładano, że w ramach określonego limitu finansowego państwo pokryje koszty usług opiekuńczych dla osób po 75. roku życia. W politycznych deklaracjach padały konkretne kwoty. Maksymalna miesięczna wartość wsparcia miała sięgać połowy minimalnego wynagrodzenia. W dzisiejszych realiach oznaczałoby to około 2150 złotych miesięcznie.
Istotne było jednak to, że pieniądze nie trafiałyby bezpośrednio do seniorów. Cały mechanizm zaprojektowano tak, by środki zasilały system usług, finansując pracę wykwalifikowanych opiekunów środowiskowych zatrudnianych przez samorządy lub wyspecjalizowane podmioty.
Obietnica odciążenia rodzin
W założeniu rozwiązanie miało przynieść ulgę nie tylko seniorom, lecz także ich bliskim. Starsze osoby mogłyby pozostać w swoich domach, zamiast trafiać do przepełnionych placówek opiekuńczych. Z kolei ich dzieci, nie byłyby zmuszone do rezygnowania z pracy, by zapewnić całodobową opiekę rodzicom.
Dostęp do świadczenia miał być uzależniony od kryterium dochodowego. To właśnie ono miało zagwarantować, że wsparcie trafi przede wszystkim tam, gdzie jest najbardziej potrzebne, czyli do rodzin, które nie są w stanie samodzielnie sfinansować opieki na rynku prywatnym.
Spójna koncepcja zderza się z finansami publicznymi. Bon senioralny idzie do kosza
Na papierze projekt wyglądał przekonująco. Rząd prezentował go jako odpowiedź na realne problemy społeczne i dowód na to, że państwo zaczyna dostrzegać rosnące obciążenia opiekuńcze w starzejącym się społeczeństwie. Jednak moment konfrontacji z finansami publicznymi okazał się kluczowy. Im bliżej było do konkretnych decyzji, tym wyraźniej widać było, że koszt wdrożenia programu może być znacznie wyższy, niż początkowo zakładano.
Najnowsze sygnały płynące z rządu są jednoznaczne: bon senioralny w dotychczasowej formie nie zostanie wprowadzony. Jak wynika z ustaleń portalu Puls HR projekt został odłożony na półkę. Szumnie zapowiadanego przełomu w systemie opieki nad osobami starszymi nie będzie.
Nowy priorytet: asystencja zamiast bonu
Zamiast bonu senioralnego rząd zamierza rozwijać program asystencji osobistej. To jednak rozwiązanie o zupełnie innym charakterze i — co najważniejsze — skierowane do węższej grupy odbiorców. W praktyce obejmie głównie osoby z orzeczoną niepełnosprawnością.
Rola asystenta osobistego obejmuje pomoc w codziennych czynnościach, wsparcie w przemieszczaniu się oraz umożliwienie aktywnego uczestnictwa w życiu społecznym. W zależności od indywidualnych potrzeb zakres współpracy może być bardzo zróżnicowany: od kilkudziesięciu godzin miesięcznie aż po intensywną, niemal codzienną obecność.
W najbardziej rozbudowanym wariancie wsparcie może sięgać nawet 240 godzin w miesiącu, co w praktyce oznacza średnio osiem godzin dziennie. Minimalny próg ustalono na poziomie 20 godzin, co pozwala dopasować pomoc do realnej sytuacji osoby korzystającej z programu.
Decyzja rządu i skala wydatków. Kto skorzysta na nowych przepisach
Projekt ustawy o asystencji osobistej przygotowany przez resort rodziny, pracy i polityki społecznej została przyjęty przez rząd w październiku ubiegłego roku – przypomina pulshr.pl
Za deklaracjami idą znaczące środki finansowe. Na realizację programu rząd zamierza przeznaczyć ponad 47 miliardów złotych do 2035 roku. Nowe regulacje mają wejść w życie z początkiem stycznia 2027 roku.
Ryzyko wykluczenia części seniorów
Wedle założeń, program ma objąć nawet 100 tysięcy osób z niepełnosprawnościami. Jego efekty odczują również ich bliscy. Szacunkowo to nawet pół miliona osób, które dziś często pełnią funkcję nieformalnych opiekunów – podaje pulshr.pl
Na papierze wygląda dobrze, ale jak zauważa biznesinfo.pl wyrzucenie do kosza bonu senioralnego oznacza, że wielu seniorów, którzy zmagają się z codzienną niesamodzielnością, ale nie posiadają formalnych orzeczeń, może zostać poza systemem wsparcia.
Zmiana kierunku rodzi konkretne konsekwencje społeczne i gospodarcze. Osoby starsze, które nie spełniają restrykcyjnych kryteriów, zostają pozbawione realnej pomocy. W efekcie ciężar opieki ponownie spada na rodziny, często już i tak przeciążone. To także potencjalny problem dla rynku pracy. Brak systemowego wsparcia może zmuszać część osób do ograniczenia aktywności zawodowej, by opiekować się bliskimi
Źródło:infor.pl





















