Gangster Sebastian L. ps. „Siwy” został prawomocnie skazany na 10 lat więzienia m.in. za oblanie kwasem prezesa wodociągów z Bogatyni. Sąd Apelacyjny w Poznaniu 30 grudnia 2025 roku zaostrzył karę; początkowo L. był skazany na osiem lat więzienia.
Jak wynika z ustaleń śledztwa CBŚP i wrocławskiego wydziału Prokuratury Krajowej, „Siwy” działał na zlecenie zgorzeleckiego gangstera, który współpracował z lokalnymi politykami z Bogatyni.
Bogatynia. CBŚP zaczyna ścigać dilerów, trafia na układy z politykami
Był 25 kwietnia 2017 roku. Szef wodociągów z Bogatyni Janusz P. opowiadał śledczym: – Gdy siedziałem na fotelu kierowcy, zobaczyłem, jak nieznany mi mężczyzna wychodzi z krzaków przy parkingu. Podszedł do mojego samochodu od strony kierowcy, złapał za drzwi, jedną ręką mnie przytrzymał, a drugą chlusnął w twarz. Odruchowo uchyliłem się. Ciecz powodowała mocne pieczenie. Pobiegłem do domu, zacząłem się myć wodą. Odczuwam traumę.
Janusz P. miał oparzenia chemiczne rogówek i spojówek obu oczu, oparzenia chemiczne II i III stopnia skóry, twarzy, szyi i klatki piersiowej.
Również w 2017 roku wydział CBŚP z Jeleniej Góry zaczął zajmować się szajką narkotykowych dilerów ze Zgorzelca i okolic. Wydawało się, że będzie to typowe śledztwo przeciwko zorganizowanej grupie przestępczej, która zajmowała się m.in. produkcją metamfetaminy. Policjantom udało się namówić do współpracy Roberta J. ps. „Strit”, byłego właściciela lokalu Chicago z Bogatyni. To on zaczął opowiadać o układach lokalnych polityków z gangsterami.
Skruszony gangster opowiadał, jak lokalni przestępcy pomagali w kampaniach wyborczych. Zastraszali politycznych przeciwników, a w dniu wyborów kupowali głosy za gotówkę albo narkotyki. Do ostatniej takiej akcji dojść miało podczas wyborów samorządowych w 2018 roku (choć nie zapewniło to zwycięstwa). W tej sprawie Andrzej G. został oskarżony w 2023 roku.
Daniel F. żali się koledze gangsterowi na prezesa wodociągów
Łącznikiem obu światów miał być Daniel F. – znajomy „Siwego” i bliski współpracownik wieloletniego burmistrza Bogatyni, Andrzeja G. G. rządził miastem od 2006 do 2018 roku, a do 2017 należał do PiS. Partia pożegnała się z samorządowcem, gdy CBA już zbierało na niego materiały, a prezes PiS Jarosław Kaczyński dostał list z opisem tego, co się w mieście dzieje.
Daniel F. opowiadał śledczym, że jego relacja z pisowskim burmistrzem zaczęła się psuć.
Andrzej G. w porozumieniu z radnymi i szefem wodociągów Januszem P. zaczęli odsuwać go od obowiązków. Daniel F. skarżył się, że w czerwcu 2015 wyrzucono go z gabinetu i zabroniono urzędnikom się z nim kontaktować. Z miejskiej instytucji zwolniono jego żonę. Mieli go też szykanować i zniesławiać na Facebooku. W końcu spalono mu samochód i próbowano zrobić to kolejny raz, wrzucając do auta butlę z gazem.
Właśnie to miało być powodem zorganizowania zamachu na prezesa wodociągów.
– Przyszedł do mnie Daniel F., który był sekretarzem gminy Bogatynia, a teraz jest radnym powiatu zgorzeleckiego. Ja znam tego człowieka z dzieciństwa. On przyszedł do mnie pod koniec 2016 roku, jak ja wyszedłem z więzienia. Żalił mi się, że wyrzucili go ze stanowiska sekretarza gminy. Żalił się na burmistrza Andrzeja G. i Janusza P. – opowiadał w 2018 roku „Strit” podczas jednego z przesłuchań.
To właśnie Janusz P. miał się przyczynić do zwolnienia sekretarza. Daniel F. chciał się zemścić: – Proponował mi wszelkiego rodzaju układy w gminie – zeznawał „Strit”.
Z kolei w rozmowie z „Wyborczą” Daniel F. przekonywał, że nigdy nie zlecał gangsterom zamachu na szefa wodociągów. I że jego kłopoty z pracą w urzędzie zaczęły się, gdy przestał tolerować korupcję, w której wcześniej sam uczestniczył. To wszystko miało doprowadzić go do depresji, na którą zrzucał swoje zachowanie.
Zamachem w Bogatyni „Siwy” odrobił dług i jeszcze zarobił
W trakcie przesłuchania Daniel F. przyznał, że skarżył się gangsterom na szefa wodociągów. Mówił, by mu „połamano nogi”, „wybito wszystkie zęby”. Ostatecznie padło na oblanie kwasem.
„Strit” poprosił szefa narkotykowego gangu, niejakiego „Strzałkę”, o pomoc w zorganizowaniu zemsty. „Strzałka” nie był wprawdzie sam zainteresowany akcją, ale zaangażował „Siwego” z Zielonej Góry.
„Siwy” był wówczas ścigany listem gończym, bo nie wrócił z przepustki z więzienia. Był też winny „Strzałce” pieniądze. Zgodził się więc na wykonanie zlecenia. Zamachem na szefa wodociągów nie dość, że odrobił dług (zdaniem „Strita” miało to być 4-5 tys. zł) to jeszcze zarobił dodatkowo co najmniej 8 tys. złotych.
„Strit” opowiadał jednak, że zamach „odniósł marny skutek” i szef wodociągów nie przestraszył się, tylko „rozjuszył”. Twierdził, że negocjowano jeszcze jeden zamach, m.in. „przestrzelenie kolana” Januszowi P. w zamian za 30 tys. złotych, ale ostatecznie „temat umarł”.
Proces Sebastiana L. „Siwego” rozpoczął się przed sądem w Zielonej Górze w 2020 roku. Był oskarżony o trzy przestępstwa: udział w zorganizowanej grupie przestępczej kierowanej przez Janusza S. „Strzałkę”, ukrywanie się po przepustce z więzienia oraz oblanie kwasem prezesa wodociągów. Prawomocny wyrok zapadł po pięciu latach.
Źródło: wroclaw.wyborcza.pl





















