Jak informuje Money.pl, władze Słupska przygotowały projekt uchwały podnoszącej miesięczną opłatę za odpady z 31,50 zł do 40 zł na mieszkańca. To wzrost o około 27 proc. Projekt obejmuje również 3 zł obniżki za kompostowanie. Nowa stawka miałaby obowiązywać od początku 2027 roku, jeśli propozycję przyjmie rada miasta.
Przeliczenie proponowanych stawek pokazuje, jak zmieniłyby się wydatki mieszkańców. Obliczenia własne, bez uwzględniania ulg.
| Liczba osób | Obecna opłatamiesięczna | Proponowana opłatamiesięczna |
|---|---|---|
| 1 | 31,30 zł | 40 zł |
| 2 | 63 zł | 80 zł |
| 3 | 94,50 zł | 120 zł |
| 4 | 126 zł | 160 zł |
Według redakcji serwisu tegoroczne koszty słupskiego systemu mają wynieść 30 mln zł, o 2 mln zł więcej od pierwotnego planu. Przywołana przez Money.pl Katarzyna Guzewska, dyrektor miejskiego wydziału ochrony środowiska i gospodarki komunalnej, jako przyczynę podaje odpływ wartościowych surowców do systemu kaucyjnego.
Z żółtego pojemnika znikają odpady, na których można zarobić
System kaucyjny powoduje, że część cennych opakowań tj. butelki z tworzyw sztucznych, puszki metalowe czy szklane butelki wielokrotnego użytku, zamiast do domowej segregacji trafiają do punktów zwrotu, a następnie do obiegu organizowanego przez operatorów.
To, że system kaucyjny „zabiera najlepsze części ze śmieci” oznacza zmianę ekonomiczną. Są to materiały, które po wydzieleniu można było sprzedać do recyklingu. Ich wartość pomagała samorządom pokryć koszty gospodarowania pozostałymi odpadami. Natomiast teraz w zbiórce komunalnej pozostały jedynie mniej opłacalne odpady.
Piotr Szewczyk, prezes zarządu Rady Regionalnych Instalacji Przetwarzania Odpadów Komunalnych (RIPOK) w rozmowie z „Rzeczpospolitą powiedział. „Z naszych szacunków za pierwsze półrocze 2026 roku wynika, że w wyniku wprowadzenia powszechnego systemu kaucyjnego gminne instalacje komunalne straciły ok. 50 proc. dochodów z tytułu sprzedaży surowców. Zaś koszt zagospodarowania odpadów w instalacjach komunalnych wzrósł o mniej więcej 15 proc. Te straty będą musiały pokryć samorządy, czyli w praktyce ich mieszkańcy.
Dlaczego mniej śmieci nie oznacza niższego rachunku?
Opłata za odpady pokrywa znacznie więcej niż samo opróżnienie pojemnika. Obejmuje m.in. odbiór, transport, przechowywanie odpadów, utrzymanie punktów selektywnej zbiórki i obsługę systemu. Taki zakres kosztów wynika z ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach.
Dlatego też, jeżeli ubywa przychodów ze sprzedaży surowców, a wydatki nie spadają w podobnym stopniu, rośnie kwota potrzebna do sfinansowania pozostałej zbiórki.
Śmieciarka nadal musi obsłużyć zabudowę mieszkaniową, pozostają wydatki na pracowników, pojazdy i utrzymanie instalacji. Mniejsza liczba butelek czy puszek nie pozwala automatycznie zlikwidować trasy odbioru czy części zakładu. Jednak dla mieszkańca może to wyglądać paradoksalnie. Odnosi opakowanie do sklepu, odzyskuje kaucję i wyrzuca mniej do żółtego pojemnika, a mimo to dostaje informację o planowanej podwyżce.
Czy za śmieci zapłacimy więcej w całej Polsce?
Przykład Słupska pokazuje ryzyko, ale nie przesądza o ogólnopolskiej podwyżce. Samorządy mają różne umowy, instalacje i możliwości ograniczania kosztów. Rada gminy może zdecydować o pokryciu części kosztów z innych dochodów własnych. Taka dopłata z budżetu może ochronić mieszkańców przed wzrostem rachunku, ale zużywa środki, które mogłyby pokryć inne lokalne potrzeby.
Mieszkańcy muszą więc liczyć się z tym, że oddawanie butelek i puszek do sklepów nie musi oznaczać niższych opłat za śmieci. O wysokości rachunku decydują koszty całego lokalnego systemu. Gdy samorząd zapowiada podwyżkę, warto sprawdzić jej uzasadnienie: z czego wynika wzrost kosztów, czy uwzględniono oszczędności, jakie ulgi przysługują mieszkańcom. Zrozumienie tego mechanizmu pozwala lepiej ocenić, czy proponowana stawka jest uzasadniona.
Źródło: infor.pl





















